Michael Rider resetuje Celine z amerykańsko-paryskim akcentem
Debiut Ridera postawił na noszalne ubrania zamiast spektaklu. Pokazał 72 sylwetki.
Michael Rider zaprezentował swoją pierwszą kolekcję jako dyrektor kreatywny Celine, przejmując dom mody po Hedim Slimane'ie. Pokaz dla kobiet i mężczyzn liczył 72 sylwetki.
Rider nie był w Celine człowiekiem z zewnątrz. Wcześniej pracował tu przez lata u boku Phoebe Philo, a potem zbierał doświadczenie w amerykańskim Ralph Lauren Polo. To połączenie paryskiego minimalizmu i amerykańskiej klasyki okazało się kluczem do zrozumienia jego debiutu.
Rider połączył francuski i amerykański punkt widzenia. Na wybiegu zmieszał klasyczny preppy styl z paryskim szykiem. Pojawiły się jedwabne apaszki, swetry w stylu rugby, talinowane żakiety i wąskie dżinsy. Ta mieszanka miała oddać podwójną tożsamość projektanta wychowanego w obu szkołach mody.
Celine to marka z burzliwą historią ostatnich lat. Phoebe Philo zbudowała wokół niej kult intelektualnego minimalizmu, a Hedi Slimane przestawił ją na rockowy, młodzieżowy ton, usuwając nawet akcent z nazwy. Każde z tych podejść miało zagorzałych fanów i krytyków, co czyniło zadanie następcy szczególnie delikatnym.
Reakcje były w większości pozytywne. Krytycy nazwali debiut udanym resetem opartym na ubraniach, które chce się nosić poza wybiegiem. Po latach mocnych, autorskich wizji powrót do wyważonej, użytkowej elegancji odebrano jako rozsądny ruch.
W przeciwieństwie do poprzedników Rider świadomie nawiązał do przeszłości domu, wyłapując echa stylu Slimane'a i minimalizmu Phoebe Philo. Zamiast całkowicie zrywać z tym, co było, próbował połączyć najlepsze elementy obu epok w jedną spójną propozycję.
Strategicznie taki spokojny debiut ma sens dla całego koncernu LVMH, do którego należy Celine. Marka generuje znaczące przychody między innymi dzięki torebkom i akcesoriom, więc stabilność i przewidywalność mogą być cenniejsze niż rewolucja, która zraziłaby dotychczasowych klientów.
Pytanie, które zostaje, brzmi: czy umiarkowanie wystarczy, by Celine wybiło się w zatłoczonym sezonie pełnym głośnych debiutów. Rider postawił na ewolucję zamiast rewolucji, a o tym, czy to dobra droga, zadecyduje przede wszystkim reakcja kupujących.
noszalne ubrania zamiast spektaklu, w końcu ktoś myśli o klientce a nie tylko o instagramie. Rider na plus
amerykańsko-paryski akcent w Celine, ciekawe połączenie. 72 sylwetki bez fajerwerków, podoba mi się to podejście
po erze Hedi Slimane reset był potrzebny. Rider stawia na ubrania do noszenia i bardzo dobrze, kupuję
bez spektaklu czyli nudno czy elegancko? cienka granica. ale jak ubrania dobre to spektaklu nie potrzeba
wreszcie debiut o ubraniach a nie o show. Celine w dobrych rękach, ten amerykański sznyt mi pasuje